lut
05
2010
Milvowe kocięta dostarczają nam wielu radości,
ale są też źródłem naszych strachów i niepokojów. Od urodzenia najbardziej krzykliwa, Donna, najwięcej noszona na rękach, żeby przestała sie bać chwili, kiedy traci kontakt z podłożem (to taka skłonność rodzinna), okazała się też kotkiem o wysokim IQ. Zrozumiała, że kiedy drze dziób, ktoś zawsze przyjdzie wziąć ją na ręce. A jeśli nie przychodzi? Albo słychać, że kręci się po kuchni, ale na rozdartego kotka nie zwraca w ogóle uwagi? Co wtedy robić. Trzeba skakać. Skakać wysoko, a potem łapać się brzegu kojca, wyjść na taboret, który stoi obok i… No właśnie, co dalej?
Zlikwidowałam więc stojący w kojcu koszyk. Nie wiem, czy też nie będę musiała zlikwidować poduszki, ponieważ zdesperowanej Donnie wystarczy kilka centymetrów wyżej, żeby doskoczyć do brzegu kojca. A ja jednak bym wolała, żeby kotki jeszcze trochę w tym kojcu pomieszkały. Dla swojego bezpieczeństwa. Nowe zdjęcia całej trójki w galerii.
sty
25
2010
Po skończeniu 3 tygodni kocięta przeprowadziły się z koszyka do kojca. Coraz więcej ruszają się i bawią, na ile im ich ciężkie brzuszki pozwalają. Chodź dziś skończyły już 4 tygodnie, wzrostem przypominają kocięta co najmniej o tydzień starsze. Donald waży prawie 700g, a dziewczynki sporo ponad 600g. Kuweta na razie jest ciekawym miejscem do zabawy, z którego można wysypywać drewniane brykieciki, a podawany raz dziennie na spodeczku gerberek smakuje wyłącznie Donnie. Milva ze swoim mlekiem i pilnowaniem toalety zapewnia na razie wszystkie ich potrzeby. Kilka nowych zdjęć kociąt do obejrzenia w Galerii miotu.
sty
13
2010
Nieprawdopodobnie szybko płynie czas. Dopiero się urodziły, a już mają dwa tygodnie, otworzyły oczy i są coraz bardzo podobne do kotków. To najszybciej, jak dotąd rosnące dzieci Milvy, w dniu swoich 2-tygodniowych urodzin osiągnęły oszałamiającą wagę 400g.
Za tydzień przeprowadzą się z koszyka do kojca. Ich nowe zdjęcia dostępne są w galerii. Będzie ich stopniowo przybywać, ponieważ sfotografowanie tych nieznośnych stworów nie jest łatwe, a pora roku nie rozpieszcza nas nadmiarem słońca.
sty
13
2010
Od miesiąca Audrey Toutou, nazywana po domowemu Stefką, ma nowego towarzysza. Zamieszkał z nią niebieski Jens Atlas*PL, w domu Jacko. Już po kilku godzinach Stefka przyjęła go, jak swego Pozwoliła wchodzić na drapak, pozwoliła wyglądać przez swoje okno

Natomiast Claudia i Bobik mają swoja własną stronę i nazwę hodowli. Mieszkają teraz w mroźnym, księżycowym domu Ice Moon*PL.
sty
02
2010
W ostatnim miesiącu 2009 roku miały miejsce dwa zdarzenia istotne dla naszej hodowli. Na początku grudnia podjęliśmy decyzję o kastracji Frygi. Tej jesieni Fryga, zupełnie jak nie ona, miała problem z zajściem w ciążę. Badania potwierdziły nasze przypuszczenia – początek ropomacicza – 2 grudnia Fryga została wykastrowana. Zabieg przeszła rewelacyjnie, nadal jest bezsporną królową w naszym domu. Swoje 9. urodziny, 20 grudnia, świętowała już jako kastratka.
Natomiast 28 grudnia nad ranem, a konkretnie między 2. a 4. w nocy, Milva urodziła trójkę prześlicznych kociąt. Kolory, jak na nią, zupełnie nietypowe. Mamy dwie śliczne pręgowane dziewczynki i czarnego jak smoła rodzyneczka. Szczegóły tutaj: Miot D.
lis
02
2009
Zamiast siedzieć w domu i wygrzewać się przy kaloryferze, zapakowałam Sydneya i Józkę do transporterów i pojechaliśmy na wystawę na Słowację, do Bańskiej Bystrzycy. Jechałam z obawami, ponieważ Sydney ostatni raz wyjeżdżał dwa lata temu, a Józka blisko rok. Zupełnie niepotrzebnie. Koty zachowywały się wzorowo i Sydney skończył tytuł Grandinternational Champion (GIC), a Józka International Champion (IC). Dodatkowo w oba dni Józia była nominowana do BIS. Mamy teraz w domu same wysoko utytułowane koty.
Dwie córki świeżo upieczonych międzynarodowych championów, które zasiedziały się u nas, znalazły nowe domy, do których przeprowadzą się niebawem.
paź
05
2009
Wrzesień był czasem wystaw i rozstania z Colem. Odwiedziliśmy Wałbrzych bez większych sukcesów. Na warszawskiej wystawie zorganizowanej przez SMK Jedynka pokazaliśmy Colaczka w oba dni i możemy pochwalić się niedzielną nominacją do BIS. Natomiast Claudunię pokazaliśmy tylko w niedzielę.
W norweskiej zabawie, zorganizowanym przez Klub hodowców i miłośników kotów norweskich leśnych AGNAR, Hobby show, Claudia została wybrana przez Szalonego Kapelusznika, Najbardziej magicznym kotem kotem norweskiego popołudnia. I jak na magicznego kota przystało zostawiła uśmiech, by zniknąć i pojawić się w innym miejscu.
Tydzień po wystawie Cole pojechał do nowego domu z Mirką i Jaro. Zamieszkał niedaleko Bratysławy, a jego zdjęcia można obejrzeć na stronie Mirki.
Dziewczyny zostały więc we dwie. Claudia wciąż czaruje nas swoim uśmiechem i magicznym spojrzeniem. Zagaduje, zupełnie, jak jej mama, Józka. Przytula się do prababci Frygi. Bawi się z siostrą.
Cassandra natomiast postanowiła zauroczyć nas swoim kruczoczarnym, lśniącym futrem, oraz
wielkością. Ciągle czeka na człowieka, odrzucając kolejnych chętnych, oczarowanych magią jej żółtych oczu. Czeka na wielbiciela wielkich czarnych kotów, który uwierzy, że koteczka mająca zaledwie 4,5 miesiąca może ważyć 3kg i wyglądać tak dojrzale. Wewnątrz tego wielkiego kota jest małe kociątko, które materializuje nad ranem w okolicach swoich łap wszystkie dobrze i głośno turlające się przedmioty. To cała ona, Cassandra.
Więcej zdjęć kotów w Galerii.
sie
27
2009
Niespodziewanie dla nikogo Józkowe maleństwa stały się Józkowymi dużeństwami i nadszedł nieuchronny czas pożegnań. Pierwsza z domu wyprowadziła się Kaśka, by zamieszkać z panią Grażyną, jej mężem i dwoma norwegami. Clark i Clint nie zauważyli nawet, że w poniedziałek zostali wykastrowani. W najbliższy weekend przeprowadzą się do nowych domów. Clark zostanie w Warszawie i będzie mieszkał z panią Dorotą, a Clint zamieszka z panią Kasią i jej rodziną w Chorzowie. Na Cola nie może już doczekać się Mirka.
Swoich ludzi nie ma jeszcze nazywana Czarną Mambą, Cassandra. Lśniąco czarna (no może trochę zrudziała od słońca za uszami). Jest czarnym demonem, diabłem i szuka domu z innym kotem lub psem, może być stary i leniwy i trzeba go rozruszać. Jest w tym niezła. Naprawdę. Nawet Dafcio za nią biega. Szuka ludzi, którzy nie boją się pomysłowego kota, docenią niezależność, a ucieszy ich ciepłe futerko w nocy pod kołdrą (choć za dnia właścicielkafuterka udaje, że bliskość człowieka nie jest jej do niczego potrzebna.
Swojego człowieka nie ma też słodka jak cukiereczek Claudia. Aż dziw, że jeszcze go nie znalazła, bo przecież tyl
e wniej uroku. Uwielbiam, jak wygląda do mnie zza ekranu laptopa i zaraz bez ostrzeżenia włazi na klawiaturę i, używając nieznanych nikomu skrótów, zmusza mnie do szybkiego restartu. Czasem też sama go restartuje, bo jak mogę gapić się w monitor, a nie na nią. Bo Claudia potrzebuje uwagi. Kiedy wszystkie koty śpią, siada na środku pokoju i miauczy żałośnie. Trzeba ją koniecznie wtedy wziąć na ręce i przytulić.
Wszystkie Józkowo-Sydneyowe dzieci odziedziczyły po tacie umiejętność mruczenia, jak tylko się na nie spojrzy. A wzięte na ręce, obojętne, czy tego chcą, czy nie, terkoczą, jak bardzo sprawne motorki.
Nowe zdjęcia kociąt dostępne w Galerii.
sie
04
2009
C-kotki skończyły 10 tygodni i są już całkiem samodzielne. Oczywiście ciągle jeszcze lubią possać mamę, zresztą i ona im nie odpuści – kilka razy dziennie woła je na karmienie. Wtedy opada ją zgraja przyssawek. Nie ma nic przyjemniejeszego, niż przyjazne mamine ciepło. Za nami także już drugie szczepienie, które przebiegło bezproblemowo. Zatem teraz kotki jedzą, dorosleją, zdobywają nowe umiejętności, które na pewno przydadzą im się za jakiś czas w somodzielnym życiu w nowych domach.


